Słodkie kwitną azalie w pawilonie wiecznej harmonii

Półfinalista:

Słodkie kwitną azalie w pawilonie wiecznej harmonii Michał Laskowski, Dawid Szymański

System: autorska gra Powered by the Apocalypse

Setting: RPG na blokowisku – Polska 2058 AD

Gotowa mechanika: tak

Modyfikacje zasad: autorska mechanika

Ilość graczy: 3-4

Gotowe postacie: tak

Ilość sesji: 1-2

Dodatki: brak

Opis:

Postacie graczy stanowią paczkę kolegów z jednego megabloku. Połączyły ich gry RPG oraz zamiłowanie do komputerów. Ich starszy kolega będący jednocześnie Mistrzem Gry wpadł w naprawdę poważne tarapaty. Podczas szukania nowych narzędzi do tworzenia sesji jego mózg został zhakowany przez zawirusowaną SI. W przypominającym padaczkę ataku zdołał wysłać jeszcze rozpaczliwą prośbę o pomoc. Drużyna musi zebrać się, aby znaleźć metodę uratowania go, zanim zmieni się w żywe kasyno on-line. Scenariusz podzielony jest na dwie składowe śledztwa w realiach Polski AD 2058 oraz sesji dziejących się w wirtualnej rzeczywistości.

 

Pokaż komentarze kapituły »

Paweł Bogdaszewski

Pierwsze wrażenie

Tradycyjnie brakuje streszczenia, dowiemy się natomiast o czym jest scenariusz. O dystopijnej przyszłości w której jest tylko blokowisko i nawiązania do Quentina. Ciekawe…

Zalety

  • Oryginalny i samoświadomy scenariusz
  • Starannie opracowane realia

Wątpliwości

  • Dołujący, pozbawiony funu setting.
  • Nie jestem przekonany że najlepszy scenariusz do gry RPG powinien nawiązywać do konkursy którego jest fragmentem.

Wady

  • Technobełkot
  • Chaos w przekazywaniu informacji
  • Mechanika

Opinia

Jak widać powyżej nie wiem co sądzić i co napisać o tym scenariuszu. Wydaje się zbyt przesączony tragedią i blokowiskiem przy bardzo dziwnych założeniach by dawać fun. Nie podoba mi się również nawiązanie do Q, z drugiej strony jest całkiem bystre. Nie wiem czym jest ten scenariusz, jak powinno się niego grać i czy nie jest zwyczajnie wybornym żartem z samego konkursu. Jako inteligentny żart – bardzo dobry. Jako eksperyment – zbyt mało czytelny. Jako scenariusz – zbyt dziwny przy niedopracowaniu, by być grywalnym.

 

Witold Krawczyk

Tam, gdzie inne scenariusze to Cyber, ten scenariusz to Punk. To opowieść o grupie nerdów, żyjących z zasiłku w ponurym i pozbawionym perspektyw, ale względnie znośnym świecie przyszłości; rzucających wyzwanie potężnym gangsterom, by ratować przyjaciela.

Przyjacielem jest mistrz gry bohaterów graczy, którzy prywatnie są zapalonymi erpegowcami. Podoba mi się to, zwłaszcza że fikcyjny MG spędza większość czasu bez przytomności lub w majakach, powstrzymując prawdziwego mistrza gry przed robieniem z siebie bohatera. Mam wrażenie, że dzięki temu gracze z łatwością wcielą się w role i zżyją z postaciami – zwykłymi ludźmi. Poza tym w „Azaliach” erpegi nie wydają mi się za bardzo eksponowane; toczące się w VR wizje, których doświadczą gracze, niby są inspirowane przygodami z Quentina, ale albo są to przygody, których nie czytałem, albo podobieństwo jest mocno powierzchowne. Pomysł, żeby podmienić je na wizje oparte o sesje, które w rzeczywistości rozgrywała drużyna, jest godny uwagi.

Cyberpunkowy świat przygody ma realistyczny klimat, jest wyrazisty i pełen zapadających w pamięć szczegółów, takich jak zawieszony pod sufitem baru wojskowy dron, własnoręcznie zestrzelony przez właściciela. BN mają skrótowo opisane, ale przekonujące osobowości. Wielu jest prywatnie sympatycznymi ludźmi, którzy jednak prędzej doniosą na bohaterów, niż zaryzykują dla nich życie. Z drugiej strony mnóstwo szczegółów świata jest ukrytych w tekście albo niewyjaśnionych. Myślę, że prędzej można sobie pozwolić na to w literaturze niż w RPG. Zdanie “większość sprzętu to spadek bo Bundeswehrze” dobrze brzmi, ale prowokuje pytania graczy “a co tu robiła Bundeswehra?”. Wymyślenie tego i zapamiętanie jest pozostawione mistrzowi gry w charakterze ćwiczenia. Chociaż z drugiej strony, gdyby zmyślać niekonsekwentną historię świata na poczekaniu, może taki chaos informacyjny nieźle tworzyłby klimat ponurej i niezrozumiałej przyszłości?

W treści przygody łatwo się pogubić, wydaje się, że niektórych informacji brakuje albo pochowały się za przejęzyczeniami i skrótami myślowymi. Z drugiej strony sporo tu dobrych rozwiązań i pomysłowych szczegółów – od wyposażenia graczy w górę pieniędzy w pierwszym zwrotnym punkcie przygody, po kogoś porywającego bohatera do tańca podczas dziejącego się równocześnie z huczną imprezą włamania.

Jednak najbardziej ze wszystkiego podoba mi się to, że przygoda opowiada osobistą historię w małej skali, o bohaterach-cywilach, mierzących się z przestępcami i władzą, uzbrojonych w spryt i w chałupniczo klecone oprogramowanie.

 

Tomasz Pudło

Brawo, przyznaję nagrodę za najgłupszy tytuł w tej edycji. Było trochę konkurencji, ale nie miała startu do czempiona. Zazwyczaj po takim wstępie muszę kontynuować litanię skarg i utyskiwań, ale tym razem jest inaczej. Szerze mówiąc tekst bardzo mi się podobał.

Japończycy rysują mangi, a manga znaczy ponoć “niepohamowane obrazy”. To dla mnie ten scenariusz jest jak tekstowy odpowiednik mangi. Cyberblokowiska, hakerzy, gry er-pe-gie i jedziemy z tym i to bez trzymanki! Jest to też bezprecedensowy przypadek, żeby scenariusz w konkursie odwoływał się do samego konkursu. Meta!

Ten scenariusz kazał mi też odpowiedzieć na pytanie – co cenię bardziej – świetne pomysły i wizję, czy może uporządkowanie tekstu, jego czytelność i użyteczność? No bo nie oszukujmy się, ten tekst to jest burdel na kółkach. Mechanika jest słabo wytłumaczona, w początkowej partii tekstu zjadło jakieś akapity, wytłumaczenia kim są postacie pojawiają się już po tym jak o nich wspomniano, a żeby skumać jakie są opcje na finał musiałem ze dwa razy wrócić się do poprzednich scen, żeby to ogarnąć. No i co? No i nic, i tak mi się podobało i tak był to jeden z moich faworytów.

Ja bym tu zresztą pojechał jeszcze mocniej. Czemu niejawną stawką w którymś momencie nie jest to, czy wirus, który katuje MG nie zaraża jego wybawców? Czemu nie ma sceny, w której VR nakłada się na real i gracz zalicza mindfuck, bo nie wie, co jest realne, a gdzie SI go smaży? Albo może taki myk jak z Gry endera – niby robimy próbny wjazd do budy Obłego, a tak naprawdę on nie jest próbny?

No dobra, będzie jednak litania skarg. Czemu autor pisze, że to jest na PbtA, skoro nie jest? Czemu KaSIa i BaSIa pojawiają się dopiero w epilogu? Czemu opisy świata nie są zrobione jako handouty do wręczenia graczom?

Nie jest idealnie, ale i tak rzecz chwyciła mnie za serce. VR-RPG wewnątrz sesji RPG, what’s not to like? Duch cyberpunka moim zdaniem mocno siedzi w tym tekście. Prowadziłbym.

 

Jakub Osiejewski

Ten scenariusz ma pewien problem semantyczny. Gdy słyszę jakieś słowo “milicja” czy “Sztuczna Inteligencja”, uruchamia mi się ciąg skojarzeń – autorzy jednak mają do słów stosunek dość swobodny. Sztuczna Inteligencja to specyfik chemiczny zmieniający neurony biorcy w komputer (o czym dowiadujemy się na 26 stronie), a o tym jak wygląda kraj – dopiero na szesnastej. Pełen jest nic nie wnoszącego technobełkotu (padł ofiarą ciężkiego wirusa bojowego (różniącego się od wirusów terrorystycznych wymuszoną molekularnie sterylnością infekującego DNA, jako ziarna SI oraz obecnością nanorobotów wyłączających immunologię ofiary (zgodnie ze Standardami ONZ oraz Ubezpieczyciela).).

Ten scenariusz też nie ustrzegł się problemu “nie zdacie spostrzegawczości, nie gracie dalej” – zaczyna się już od zaszyfrowanej wiadomości… która jest też zrozumiała dla postaci, ale nie dla graczy. Nie po raz ostatni w tej przygodzie Mistrz gra za graczy.

Nie rozumiem też, czy ludzie w tym świecie wiedzą, że ktoś może mieć w głowie komputer, czy nie (policja oczywiście w każdym cyberpunku i tak jest bezużyteczna), czy mieszkanie w bloku biednych może mieć system operacyjny ze sztuczną świadomością (martwi się o swojego stwórcę).

Dość fajnym motywem jest też ostateczny powód zarażenia przyjaciela BG Sztuczną Inteligencją; po prostu był nieszczęśliwą ofiarą mafii, nie chodzi tu o ratowanie świata, BG zajmą na koniec się rządzące w Polsce “kondominium rosyjsko…” wróć, SI.

Sceny z poprzednich edycji Quentina są dość fajne same w sobie – rozumiem że SI musi siedzieć w mózgu MG, myślę że przygoda fajnie by zagrała też gdyby gracze grali samych siebie (a przynajmniej wersje samych siebie z czasów osiedlowych pogrywek).

Gdy czytałem przygodę, pomyślałem że autor ma lekki autyzm. To powszechny wśród inteligentnych ludzi problem – scenariusz robi nagłe skoki myślowe, przeskakuje od pomysłu do konkluzji, procesy między nimi wypełniając dopiero dużo potem… jeśli w ogóle. Nie wiem na przykład, czym są “komuny foliowych”, domyślam się tylko że chodzi o “tinfoil hats”?

Dlatego ogólnie polecam “Azalie” – nie wiem czy scenariusz jest grywalny jako taki; natomiast jako kopalnia znakomitych pomysłów jest bezkonkurencyjny.

 

Michał Smoleń

Brawurowy, może wręcz arogancki tekst. Zapewne najbardziej kreatywny, konsekwentny setting tej edycji, choć dla niektórych graczy może być zbyt szyderczy i cyniczny. Jako scenariusz – bardzo chaotyczny, bezładnie przeplatający kolejne sceny przygody z pogłębieniem opisu świata, a przez to ciężki w odbiorze. To nie książka Dukaja, w scenariuszu rpg wszystko powinno być dla czytelnika jasne jak najszybciej, stopniowe odkrywanie pozostawmy graczom na sesji. Nie wdając się w szczegółową rekonstrukcję: trudno mi było zorientować się w porządku wydarzeń, niektóre elementy wydają się spisywane na szybko przed końcowym dzwonkiem. Deficyty opisu szczególnie pogrążają sceny VR, które ciężko zrozumieć i poprowadzić na podstawie tekstu. Mam wrażenie, że praca miała olśnić jury kreatywnością i meta-odniesieniami – i faktem jest, że pomimo dużych niedoskonałości i tak przebija wiele dużo porządniej spisanych tekstów. W tegorocznym Quentinie z jego klęską urodzaju znajdzie się jednak wystarczająco dużo prac także wyróżniających się, i jednocześnie zdecydowanie bardziej praktycznych, by odebrać Słodko kwitną… szansę na najwyższe laury.

 

Michał Sołtysiak

To jest prawdziwy scenariusz na Quentina, taki realizujący program obowiązkowy i jeszcze dodający liczne elementy dowolne podnoszące jakość. Jest to bardzo przemyślany tekst z masą fajerwerków oraz prawdziwą cyberpunkową historią. Może i fabuła zmusza momentami do zawieszenia niewiary, ale nie bardziej niż większość amerykańskich filmów.

Mamy tu całkiem zgrabną wizję Polski w połowie XXI wieku, gdzie blokowiska stały się podstawą świata i bynajmniej nie jest to przyjemna rzeczywistość. Gracze wcielają się w graczy RPG! Urzekł mnie ten pomysł, żeby pokazać, że gry fabularne to coś, co trochę rozświetla przaśną, brudną i smutną atmosferę koszmarnego świata megablokowisk.

Autor dodatkowo wplótł sceny z VR, wykorzystując scenariusze z Quentina z poprzednich lat. Dawno już nie było tak bardzo meta-scenariusza, który by od razu wyglądał jak dedykowany na konkurs. Intryga z cyberwirusem, który zmienia ludzkie mózgi w komputery, tworzące chodzące kasyna on-line dla mafii, też ma swój urok, choć nie do końca mnie przekonuje.

Niestety scenariusz nie ustrzegł się wad. Po pierwsze tytuł wygrywa w kategorii WTF, gdyż po prostu wygląda na próbę propagowania dziwność na siłę. Brzmi pretensjonalnie po prostu i jakoś nie pasuje mi do tego scenariusza. Po drugie, co ważniejsze, sama mechanika i fabuła są dość chaotycznie tłumaczone. Scenariusz trzeba czytać po dwa razy lub wracać do niektórych fragmentów, by zrozumieć. Autor powinien przemyśleć układ pracy i ułatwić bardziej korzystanie z tekstu. Pewnie ma wszystko w głowie i wie „co, gdzie, jak?”, ale inni nie mają jego wiedzy.

Wszystkie powyższe uwagi, to jednak potknięcia i w dalszym ciągu to wspaniały scenariusz, który chce się rozegrać, bo warto. Na pewno jest godny finału i tego, by nie zaginął wśród sieciowych materiałów. Jak mam nadzieję, że autor napisze sequel za rok. Będę czekał.

 

Największy atut: Polski Cyberpunk z przytupem i sensem.

 

Co poprawić: Uporządkować należy chaos w opisie, mechanice i scenach. Ten scenariusz potrzebuje doszlifowania, żeby nie zaginął.

 

Marysia Piątkowska

Urzekł mnie sam pomysł i architektura a la Dredd. Tego typu wizja przyszłości może nie jest niczym nowym, ale ulokowanie jej w rzeczywistości polskiej sprawiło, że od razu lepiej „czułam” ten świat. Wprowadzenie RPG VR sesji z wykorzystaniem Quentinowych scenariuszy – na moje oko zagranie trochę pod publiczkę, ale przyznam się, że widziałam te sceny dość dobrze i czytałam je z uśmiechem na ustach, dobrze się bawiąc 😉 Obroniłeś pomysł, Autorze 😊

KaSIa i BaSIa były dla mnie kwintesencją połączenia cyber-nowoczesności z pomysłem prlowskiego settingu – brawo.

Podoba mi się również fakt, że stawka przygody nie jest globalna, a chodzi tu o uratowanie jednostki – kumpla Bohaterów Graczy. Nie trzeba od razu ratować całego świata, żeby fabuła była interesująca i angażująca.

Przyczepię się natomiast do formy i struktury scenariusza – o roli i funkcjonowaniu SI dowiadujemy się dopiero gdzieś w środku scenariusza, o mechanice i postaciach na końcu, a gdzieś jeszcze pomiędzy czytamy o zasadach funkcjonujących w „tym” świecie. Mam wrażenie, że Autor miał bardzo dużo – ciekawych skądinąd – pomysłów w głowie, ale nie do końca potrafił je przelać na papier i uporządkować tak, aby czytelnik również mógł wyklarować sobie jasny obraz tego co się dzieje. Najpierw pomysł, a logikę jakoś się załata – z tym, że nie do końca.

Samo działanie SI, które zmienia ludzkie mózgi w komputery i może je zawirusować – wyjaśnienie tego zjawiska jest tutaj bardzo pobieżne, co w mojej opinii czyni je mało „wiarygodnym” i klarownym dla odbiorcy.

Niemniej, chętnie zagrałabym ten scenariusz i uważam go za kawał solidnej roboty i świetnie wykorzystany pomysł… Chociaż za Chiny nie ogarniam tytułu😊

 

Dominika Stępień

“Słodko kwitną azalie” to kopalnia świetnych pomysłów, z której jednak trudno będzie sklecić rzeczywiście dobrą sesję, a jeżeli się to uda, to dzięki dużemu nakładowi pracy ze strony MG – taki tutaj panuje bałagan.

Strasznie podoba mi się wykreowany przez autora zarys rzeczywistości – Polska 2058 roku to naprawdę działające na wyobraźnię połączenie cyberpunkowych klimatów z nostalgicznym powiewem PRL-u. Koncept drużyny ratującej MG jest, czemu trudno się dziwić, szalenie bliski mojemu sercu. Podoba mi się przeskakiwanie od bohaterów dawnych sesji RPG do ja BG mieszkających na blokowisku i z powrotem. Z pewnością doskonale bawiłabym się, mogąc zagrać taką przygodę, jednak z przykrością stwierdzam, że nie mam pojęcia, jak miałabym ją poprowadzić, co jasno wskazuje na to, że z realizacją coś poszło tu nie tak.

Ten scenariusz jest tak fajny, tak oryginalny i tak głaszczący ego członków Kapituły, że naprawdę trudno go nie docenić. Jednocześnie jest chyba najgorzej napisanym scenariuszem z puli tych dobrych – pełno tu niejasności, skrótów myślowych, niedopowiedzeń i ogólnego bałaganu. Ogromnie mi z tego powodu przykro, bo gdyby był dobrze spisany, ten scenariusz byłby murowanym kandydatem na finał. Tymczasem mogę tylko powiedzieć, że tytuł idealnie pasuje do tej szalonej struktury.

 

Marek Golonka

Słodkie kwitną azalie w pawilonie wiecznej harmonii to prawdopodobnie najlepszy tytuł scenariusza do Legendy Pięciu Kręgów, jaki kiedykolwiek przyszedł na Quentina. Sęk w tym, że omawiany tekst nie jest bynajmniej do L5K, a sam tytuł wynika, jak ustaliliśmy na Coperniconie, z nieporozumienia. A jednak tytuł dobrze pasuje do autotematycznego scenariusza o erpegowcach-cyberpunkach.

Słodkie kwitną azalie… opowiada kameralną i zabawnie autotematyczną historię osadzoną w swojskim, blokowiskowym cyberpunku. Pomysł, by postaci graczy były dawnymi erpegowcami, którzy muszą ocalić swojego mistrza gry, jest świeży i zapewne zaangażuje graczy. Gra z alter ego graczy i mistrza gry zawsze jest trochę ryzykowna, ale wierzę, że tu akurat nikogo nie skrzywdzi ani nie zniesmaczy. Miło, że w scenariuszu jako fragmenty dawnych sesji BG pojawiają się elementy scenariuszy z ubiegłych Quentinów, ale ma to paradoksalny efekt uboczny – otóż pod tym błyskotliwym konceptem znika wspomniany raz pomysł, by zamiast Quentinowych przygód użyć Waszych własnych sesji. Według mnie taki wariant tym bardziej związałby graczy z przygodą i zasługuje na wyraźniejszą wzmiankę.

W tym miejscu muszę niestety powiedzieć, że nie jest to jedyny dobry pomysł, który zaginął w tekście. Słodkie kwitną azalie… to scenariusz niezwykle świeży i pomysłowy, ale bardzo niestarannie spisany. Brakuje streszczenia, a co gorsza świat gry jest opisany w kawałkach porozrzucanych po całym tekście i czasami zostawiających więcej pytań, niż odpowiedzi. O ile pojedyncze niejasności mogłyby stymulować wyobraźnię (Abwehra? Pomyślmy, co mogła robić w Polsce…), ale w chwili obecnej mam wrażenie, że scenariusz rozgrywa się w ciekawym settingu, którego nie potrafi opisać. To szczególnie kłopotliwe w skupionym na technologii cyberpunkowym śledztwie – trudno zrozumieć, jak działają te elementy świata, które postaci mają badać.

Niezbyt czytelne jest też wyjaśnienie mechaniki. Do teraz nie rozumiem na przykład, jak liczą się w niej karty powyżej 10, a tym bardziej, dlaczego autorzy twierdzą, że jest oparta na Apocalypse World. Mają do tego prawo – obecna definicja oparcia na Apokalipsie brzmi „jeśli uważasz, że Twoja gra jest oparta na Apocalypse World, tak właśnie jest” – ale mi brakuje w ich tekście wielu ważnych dla tej mechaniki założeń i efektów.

Pod robiącym dobre wrażenie metaerpegowym pomysłem i robiącym wrażenie dużo gorsze niestarannym wykonaniem kryje się, summa summarum, solidne i otwarte śledztwo. Postaci mają dużą swobodę wyboru tego, jakimi środkami będą prowadzić swoje amatorskie dochodzenie, a scenariusz dostarcza im ciekawych środków, sojuszników i wyzwań. Byłoby łatwiej, gdyby świat i wydarzenia były spisane jaśniej, byłoby nudniej, gdyby świat i wydarzenia były wymyślone nudniej, a obecnie jest ciekawie i grywalnie, tylko trzeba się do tego przebić przez mało przejrzysty tekst. Jeśli lubisz cyberpunk lub autotematyzm w grach – na pewno warto!