RSS
 

1. Pod osłoną miasta

Scenariusz Konkursowy:

Pod osłoną miasta Paweł Stasik

System: autorski

Setting: miasto we współczesnej, alternatywnej Polsce

Gotowa mechanika: oryginalna

Modyfikacje zasad: brak

Ilość graczy: 2-6

Gotowe postacie: brak, zasady tworzenia postaci

Ilość sesji: niesprecyzowana

Dodatki: zasady

Opis: w świecie, w którym baśniowe istoty ukrywają się wśród ludzi niewiele potrzeba, by strach i uprzedzedzenia doprowadziły do tragedii.

Komentarze:

Pokaż komentarze kapituły »

Marcin Blacha

Ten przejrzyście napisany, oryginalny scenariusz oferuje graczom śledztwo. Detektywi są nieludźmi, wywodzą się z dziwacznego melanżu nadnaturalnych stworów, które na co dzień mieszkają wśród ludzi ukrywając swą prawdziwą tożsamość. Dzięki swadzie, z jaką autor opowiada o tych stworasach radzących sobie w najzwyczajniejszej rzeczywistości, scenariusz jest czarujący. Jak się okazuje Urban Fantasy w polskich realiach może obejść się bez “wspomagaczy”, w rodzaju ZOMOwców lub trawestacji dobrze znanych legend. Przygoda ma również do zaoferowania śledztwo z prawdziwego zdarzenia, emocjonujące, mimo że prowadzone na “žniskim poziomie”. Są zwroty akcji, jest napięcie, można ładnie pobawić się nietypowymi postaciami. Mimo, że przedstawiony konflikt ludzi z nieludźmi uważam za sztuczny i niezbyt dobrze rozegrany, wady te nie przeszkodziłyby mi w rozegraniu przyjemnej sesji.

Wady? Jedną już wymieniłem: naiwność świata jest urokliwa, ale miejscami nadużywa mojego zawieszenia niewiary, czego przykładem jest wspomniany konflikt, kluczowy przecież dla fabuły. Prócz tego zauważalny jest brak zagospodarowania niezwykłych BG. Gracze sami muszą postarać się, by ich postaci odnalazły się w społeczności nieludzi i wykorzystały swe niezwykłe zdolności w śledztwie.

Gdybyśmy przyznawali Grand Prix Quentina, nie oddałbym głosu na żaden ze scenariuszy. Pośród zgłoszonych tekstów ten był najlepszy, nie uwiódł mnie jednak jak zwycięskie przygody poprzednich edycji.

Wojciech Doraczyński

Scenariusz należy do gatunku, za którym nie przepadam – zawiera autorski świat i autorską mechanikę. Podchodziłem do niego jak pies do jeża. Prychałem podczas lektury uniwersum i społeczności nie-ludzi. Co za oryginalność, siódma woda po Wampirze:Maskaradzie i niezliczonych urban fantasy. No tak, na domiar złego, nie przepadam za urban fantasy.

Zjeżyłem się zupełnie bezpodstawnie, gdyż szybko dotarło do mnie, że mam do czynienia ze scenariuszem dobrym. Nawet bardzo dobrym. Tekst napisany prostym i precyzyjnym językiem czyta się całkiem przyjemnie. Zwykle nie oceniam mechanik – Quentin jest konkursem na najlepszy scenariusz – jednak w tym wypadku trudno nie wspomnieć o niej choćby słowem. Nie wiem jak system ten sprawdzałby się w praktyce, jednak wpływa on wyraźnie na konstrukcję scenariusza. Wpływ ten jest niewątpliwie pozytywny, tabelki z zadaniami to świetne narzędzie, wskazujące Mistrzowi Gry jak prowadzić sesję. Tekst precyzyjnie określa wyzwania dla graczy i opisuje ślady prowadzące do głównego przeciwnika. Precyzja jest największą zaletą tej przygody, dzięki niej spodobała mi się ta – przyznajmy, niezbyt oryginalna – fabuła.

Przejdźmy do wad, drobnych na szczęście. Sugestia by przenieść scenariusz do innych realiów to chybiony pomysł. Nie lubię tekstów nieosadzonych w konkretnym czasie i miejscu. Pomimo początkowej deklaracji, scenariusz ten do takich nie należy. Są tu opisy tła, konkretnych miejsc, osób, społeczności, choć jest ich trochę za mało. Druga wada: zwięzłość okazała się miejscami zabójcza dla struktury śledztwa. Autor nader zdawkowo opisał tropy prowadzące do Czarnoborskiego oraz te świadczące o zdradzie Damaszyka. Rzecz można by bardziej rozwinąć. Ponadto, matematyczna ścisłość scenariusza staje się czasem doprawdy przesadna, np. po co zamieszczono tabelkę procentowo określającą ilość osób biorących udział w zamieszkach? Od jakiej wartości liczyć ten procent? Jaki ma on wpływ na przebieg przygody? Tabelka jest bez sensu, lepiej byłoby określić ilość spotkań bohaterów z agresywnymi grupami.

Szczerze mówiąc, gdybym prowadził ten scenariusz wywaliłbym te wszystkie smoki, rusałki, zwinniki i inne tałatajstwo, a na ich miejsce wprowadził istoty bardziej pasujące do współczesnych realiów. To jednak tylko i wyłącznie moje osobiste zdanie. Mimo uwag krytycznych z zadowoleniem stwierdzam, że mamy tu do czynienia ze scenariuszem, będącym wytworem znakomitego kunsztu rzemieślniczego. Takich właśnie tekstów życzyłbym sobie na Quentinie jak najwięcej.

Artur Ganszyniec

Mam nie najlepsze doświadczenia ze scenariuszami opartymi na autorskiej mechanice i rozgrywającymi się w autorskich światach. Po przeczytaniu Pod osłoną miasta czuję się mile rozczarowany.

Świat, który na pierwszy rzut oka wydaje się być klonem Świata Mroku ma jednak swój unikalny klimat, delikatnie kojarzący się z tymi lepszymi stronami Herbaty z kwiatem paproci Studniarka. Opowiadana historia dopełnia świat – oferując nam miłą miniaturkę znanych z Savage Worlds Plot Point Campaigns.

Mechanika prosta, łatwa do wytłumaczenia i zastosowana z prawdziwą maestrią. Tak czytelnie i konkretnie rozpisanych wyzwań dawno nie widziałem. Zobaczcie koniecznie. Patent zacny i, co ważne, możliwy do zastosowania także przy innych zasadach.

Tekst czytelnie przygotowany i nie przegadany. Na trzydziestu stronach mamy opis świata, mechanikę, zasady tworzenia postaci i dobrą przygodę. Polecam gorąco jako punkt odniesienia dla innych autorów 🙂

Przygodę można poprowadzić w zasadzie z biegu. Jedyne, co można by dopieścić, to finałowy, mroczny rytuał głównego złego – brakuje kilku szczegółów, które pozwoliłyby sprzedać go jako rzeczywiste i wiarygodne zagrożenie. Póki co, pozostaje po prostu Wielkim Złym Czymś, Co Trzeba Powstrzymać Pod Koniec Scenariusza. Ale i tak finałowa walka jest super.

Marcin Guzy

Nie przepadam za autorskimi światami na autorskich mechanikach, tym bardziej, że od początku poczułem unoszącą się woń Świata Mroku. Podoba mi się ten scenariusz. Tekst jest czytelnie napisany i zawiera wszystko, co wymagane jest do poprowadzenia go – mechanikę, bohaterów i przebieg wydarzeń. Szkoda, że autor nie rozwinął możliwości wcześniejszego zakończenia śledztwa przez BG, ale dobrze, że uwzględnił taką możliwość. Jest to dużo lepsze rozwiązanie niż znienawidzone przeze mnie ‘Nie możecie tam pójść’. Niestety miałem problem ze zrozumieniem mechaniki, ale może po prostu za mało czasu poświęciłem na wczytanie się w nią.

Piotr Koryś

Ciekawy pomysł, szkoda, że autor skreśla (jako gorsze) rozwiązanie pod tytułem: “Gracze rozwiązują zagadkę wcześniej”. Trudno mi o tej przygodzie napisać coś złego – bo dobrze wpisuje się w moje kryteria oceny. Wspaniale wykonana rzemieślnicza robota. Nie jest wyjątkową przygodą, ale jest na pewno bardzo dobra.

No i ma najlepsze rozpisanie stawek, jakie widziałem. Czapki z głów!

Magdalena Madej-Reputakowska

ZALETY

  1. Ciekawy scenariusz z wieloma oryginalnymi pomysłami. Na pewno będą one miłym zaskoczeniem dla wielu grających, którzy już nie jednego systemu jedli. Inspirujące nowatorstwo konwencji.
  2. Bardzo ciekawa mechanika, które oferuje interesujące rozwiązania fabularne. Miła odmiana od standartowych rozwiązań konfliktów.
  3. Spora pula dostępnych postaci, które wpisują się w konwencję scenariusza-systemu, ale pozostawiają pole do popisu dla graczy. Rozwiązanie to ma swoje plusy, ale brakuje mu ostatecznego szlifu i fabularnego włączenia członków drużyny do fabuły.
  4. Ciekawy pomysł na świat pełen magicznych odmieńców, którzy boja się własnej tożsamości. Podstawowa idea scenariusza ma ogromny potencjał.
  5. Klimatyczne nazwy postaci i miejsc, które wzbogacają świat i podkreślają założoną konwencję. Wyjątek to kilka mało trafionych imion – Marzanna Dąb jako pomagier głównego antagonisty raczej nie wzbudzi niepokoju, ale wywoła uśmieszek.
  6. Sprawnie i logicznie przeprowadzona fabuła.
  7. Trafiony pomysł z blizną na policzku doppelgangera – ciekawa wskazówka, która nie jest kolejnym “atakiem szczerości”, ale wymaga skojarzenia ze strony grających.

WADY

  1. Autor nie dokładnie opisał autorska mechanikę, na której oparł scenariusz. Momentami trzeba wydedukować, na czym polega podstawowy test w proponowanym rozwiązaniu.
  2. Postaci graczy są mniej istotnymi uczestnikami rozegranej historii niż Bohaterowie Niezależni. W przypadku scenariusza, który jest swojego rodzaju gotową grą nie należało bać się ryzyka i zaproponować także archetypiczne role, które mocniej związałyby postaci z prezentowaną fabułą, problematyką i mini-settingiem.
  3. Przykładowo przydzielenie im antykwariusza, śledczego i zdrajcy.
  4. Niewiadomo, dlaczego niemal wszyscy BN mają nazwiska związane z drewnem lub innymi leśnymi motywami. Jeśli miał być to pomysł na wyróżnienie nie-ludzi z tłumu ludzi to niestety nie zakończył się powodzeniem. Przykładowo kobieta-wilk o nazwisku Mahoń to nie jest trafiony pomysł, gdyż nie oddaje charakteru postaci i nie sugeruje jej natury.
  5. Pomimo podanych pomysłów we wstępie scenariusza jak zaangażować postaci graczy nadal mamy odczynienia ze schematem zlecenie-najemnicy. Bohaterowie jak w standardowej grze zostają wynajęci, a później włączają się w tok wydarzeń, bo sąâ€Ś graczami Gry Fabularnej. Brak osobistych motywacji.
  6. Brak bezpośredniego starcia z przeciwnikiem w scenie drugiego włamania. Gracze albo są widzami kradzieży albo ją przesypiają. Starcie z tajemniczym złodziejem, widowiskowa walka z wykorzystaniem magicznego potencjału bohaterów byłaby ciekawsze.
  7. Mało propozycji magiczności i wykorzystania potencjału wykreowanego uniwersum. Magiczne istoty mają takie same kompetencje, możliwości działania, co zwykli ludzie. Żadnego superwęchu (ludzie-wilki), widzenia magii (centaury) nurkowania w kanałach (rusałki), które ubarwiłyby scenariusz i pokazały, że nie-ludzie faktycznie są inni. Ich inność, która ponoć jest tematem scenariusza nie istnieje.
  8. Fabuła jest ciągiem włamań, które wyglądają tak samo. Przeciwnicy dokonują włamania – gracze mogą przechwycić nieistotne pionki rozgrywki – uzyskać informacje w toku przesłuchania. Wariacją od tego schematu jest zdobycie magicznej ingrediencji, którą i tak konfiskuje policja.
  9. Brak stopniowania napięcie narastającego konfliktu nie-ludzi z ludźmi. Taka konstrukcja fabuły sprawia, że zapowiadane walki na tle rasowym dla graczy będą mało wiarygodne i mało dramatyczne – szczególnie, że gracze nie znają świata i to utrudnia wczucie się w sytuację.
  10. Temat przewodni edycji – gracze informacje uzyskiwane podczas śledztwa zawsze otrzymują z ust wypytywanych (konkretniej przesłuchiwanych) BNów.

Tomasz Z. Majkowski

Prawie doskonale! Oczywiście, przyczepić się można, a wręcz należy, iż do wielkiego finału graczy prowadzi za rękę bóg-z-maszyny. Scenariusz zaniedbuje bowiem opisać śledztwo oraz metodę demaskacji naczelnego łajdaka tak samo skrupulatnie, jak przedstawia problem dostarczania nieuszkodzonej wazy do klienta. Inicjalna, imponująca skrupulatność, znika wraz z progresją tekstu – to jego wada naczelna i niewątpliwa. Drażni mnie też nieco (choć bez wpływu na ocenę) eklektyzm baśnioludków – wolałbym, żeby wywodziły się z jednej i tej samej tradycji, greckiej dajmy na to, i by nie było wśród nich wymysłów autora. Słabo wypada również zakończenie, przygoda o takim rozmachu i tematyce prosi się bowiem o finał polityczny: demaskację i kompromitację winnych. A nie nawalankę w potworem po kanałach. Ale to drobiazgi, mamy bowiem do czynienia z najlepszym tekstem edycji. Opartym na śmiałym (choć nie brawurowym, bo poprzedzonym przez Changelinga i niejedną powieść) pomyśle prezentacji społeczeństwa baśniowych istot, ukrywających się wśród ludzi, proponuje niekonwencjonalne zgoła ujęcie tematu: konflikt o podłożu rasowym. Ni mniej, ni więcej, a zamieszki w gettcie, które czuje się zagrożone przez opresyjną większość. I sam ten pomysł zasługuje na oklaski – a zostaje jeszcze wzmocniony dodatkowym zwrotem, który demaskuje machinacje polityczne w obrębie samej mniejszości i stawia całkiem poważne pytanie o źródła oraz przyczyny nienawiści na tle rasowym. I to zgoła nie w świecie baśni.

Do tego dodać trzeba zgrabną zgoła mechanikę oraz interesujący pomysł włączenia postaci graczy tak, by nie sprowadzić ich do roli biernych, czy niesionych falą wydarzeń, uczestników politycznej ruchawki. Polecam wszystkim.

Maciej Reputakowski

Poniższe uwagi skierowane są do autora/autorki lub osób, które przeczytały scenariusz i rozważają jego poprowadzenie. Do autora/autorki: w razie niejasności jestem w miarę wolnego czasu i możliwości dostępny. Najchętniej pod numerem GG: 1416169 lub e-mailem: repek@polter.pl

Bardzo ciekawy i nieszablonowy scenariusz, który warto przeczytać bez względu na to, czy się ma go zamiar prowadzić czy nie.

Rzeczy godne uznania:

  • Przejrzysty układ tekstu, wstęp, spis treści.
  • Informacja o tematach drażliwych, jest w porządku, ale w scenariuszu w ogóle nie ma kwestii rasizmu (co sugeruje autor). Jeśli już to jest temat ksenofobii, co samo z siebie jest nieco słabsze gatunkowo – szczególnie, że nie odnosi się do żadnych problemów z “naszego” świata. Jest ona przy tym podana w formie metaforycznej, osłabiając swoją dosłowność. Jeśli już doszukiwać się na siłę kontrowersyjnych konotacji, to w tytule rozdziału “Kryształowe noce”. Podsumowując: nie ma przed czym ostrzegać, bo konflikt między ludźmi a nie-ludźmi nie jest prymitywnie brutalny czy patologiczny. Wręcz przeciwnie.
  • Ciekawa konwencja, jak z serii komiksowej “Baśnie”.
  • Gotowe koncepcje postaci, dostosowane do konwencji, które można uzupełnić swoją inwencją.
  • Interesująca koncepcja pozwalająca zwycięzcy starcia decydować, co się dzieje.
  • Niestandardowa wizja rzeczywistych proporcji ilości ludzi i nie-ludzi w świecie.
  • Kilku ciekawych BNów (również kobiecych – choć nie zawsze fortunnie nazwanych, np. Marzanna Dąb), w tym główny zły.
  • Parę świetnych pomysłów na lokacje.
  • Bardzo dobre śledztwo, które mogą przeprowadzić sami gracze i potem dodać dwa do dwóch (jeśli MG za bardzo ich nie wyręczy, interpretując rzuty kostkami).
  • Paradoksalnie, bardzo magiczny świat, w którym bardzo magiczne i ciekawe może być granie człowiekiem.
  • Bardzo ciekawe profesje i rasy. Kilka kombinacji już na etapie tworzenia postaci może dostarczyć sporo frajdy.

Rzeczy warte rozpatrzenia:

  • Sześciu graczy na sesji to tak o dwóch za dużo.
  • W rozdziale Mechanika nie jest pewne, czy tekst skierowany jest do MG czy gracza (przykładowo: kto kładzie żetony na pule?).
  • Cały rozdział Mechanika nie jest najlepiej spisany – części rzeczy trzeba się domyślić, bo autor założył chyba, że są jasne (np. przez analogię do innych mechanik). Pojawiają się też sytuacje, w których brak uwagi i precyzji sprawia, że całe akapity są niejasne.
  • Największy błąd to brak informacji, iloma kostkami się rzuca i jak wpływają na tę pulę żetony (obciążanie jej podczas testów). Brakuje też jednoznacznego i prostego wyjaśnienia, co to jest potencjał. To wszystko oczywiście da się wydedukować, ale powinno być napisane wprost i to na początku.
  • Przykładowe zadanie dla czytelnika-detektywa: w ramkach przy umiejętnościach na karcie widnieją dwie cyfry rozdzielone ukośnikiem. Co oznaczają?
  • Zupełnie niezrozumiały jest ten akapit: “Na każdej karcie, oprócz opisów, są po trzy pule — 7/6, 5/4, 4/3. Oznaczenia te oznaczają potencjał puli. Dla każdej z analogicznych par pul z kart rasy i profesji wybierzcie jedną, która będzie miała większy, a która mniejszy potencjał i zaznaczenie to (np. rasa — 7, 4, 4, profesja — 6, 5, 3).”
  • W Komentarzu dla prowadzącego Autor przedstawia opcje scenariuszowe, choć jeszcze nie przedstawił scenariusza – bezużyteczne na tym etapie i wprowadzające chaos.
  • Centaur nie do końca pasuje do śledczego, raczej do nauczyciela.
  • Zadania wprowadzające są niezłe, ale warto by je po prostu przydzielić – po jednym dla gracza (żeby nie tracili czasu na sesji, wykonując je razem). Byłoby też dobrze, gdyby te misje łączyły graczy z głównymi postaciami tła, a nie pomnażały ich grono o nowe, bezużyteczne fabularnie jednostki.
  • Niepotrzebne i spowalniające akcję (albo zmuszające do szybkich przeskoków czasu) jest rozbijanie wydarzeń na więcej dni, niż to konieczne (początkowe napady).
  • Początkowa część jest bardzo monotonna – kolejne napady, domyślanie się ich miejsca, konfrontacje. Jest ich za dużo, zbyt mało różnią się między sobą, by być ciekawe.
  • Z punktu widzenia dramaturgii wydarzeń pomysł, by dało się zakończyć przygodę w III rozdziale jest bardzo słaby. Akcja nie zdążyła się jeszcze na dobre rozkręcić, a tu koniec? Najciekawszy w tej opowieści jest właśnie konflikt na tle gatunkowym, a ten jeszcze de facto się nie rozpoczął. Dlatego nawet zwycięstwo graczy nad TDD w debacie nie powinno zupełnie zapobiec zamieszkom (ale np. ograniczyć je do minimum). W końcu Czarnoborski gra va banque (z Miliczem) i może nie odpuścić. Zamieszki, nawet małe, stanowią świetne tło dla starcia z głównym antagonistą.
  • Bardzo słabym pomysłem jest podawanie w śledztwie odpowiedzi tylko na podstawie rzutu (np. że Damaszyk jest wtyką). Śledztwo to wyzwanie dla intelektu GRACZY, więc taki test powinien poprzedzać jakikolwiek wysiłek i deklaracja z ich strony.
  • Mechanika w scenariuszu jest nieźle przemyślana i pomyślana, ale uzależnianie od rzutów takich detali jak dokładna ilość sojuszników TDD to już przesada.
  • Im dłużej czyta się scenariusz, tym częściej zadaje się pytanie, dlaczego gracze nie mogą prowadzić takich postaci jak Sihla, Damaszyk czy Małowiejski. Wobec braku jakichkolwiek motywacji osobistych, taki przydział ról dawałby choć ich namiastkę.
  • Jak wyżej: szkoda, że pomysłom na ciekawe postaci nie towarzyszą jakiekolwiek pomysły na motywacje wynikające z ról w społeczności.
  • Brakuje aktywności doppelgangera w trakcie przebiegu fabuły. Historia aż prosi się o wykorzystanie jego mocy.
  • W przypadku porażki bohaterów w starciu z antagonistą, przydałby się pomysł na jakiś ciekawszy, bardziej magiczny kres losów postaci niż śmierć.
  • Wąż, przeciwnik w finale, w ogóle nie pasuje do konwencji historii. Trochę wzięty z powietrza (albo z jakiegoś bagna).
  • Malutka uwaga na koniec do autora: gdy już włożyło się tyle pracy w pisanie, warto dać tekst komuś do przejrzenia. Pozwoliłoby to wyłapać bardzo dużo błędów logicznych i stylistycznych w zdaniach, które – niestety – niekiedy utrudniają zrozumienie sensu scenariusza.

Ogółem:

Nieszablonowy, bardzo wciągający scenariusz rozgrywający w scenerii przypominającej uniwersum Billa Willinghama (takie ja miałem pozytywne skojarzenie). Mnóstwo świetnych pomysłów, które w rękach kreatywnych MG i graczy powinny zapewnić wiele dobrej zabawy. Prowadzący powinien uważać tylko na zbytnie przywiązanie do mechaniki i wyników uzyskanych na kostkach, gdyż fabuła stwarza spore pole do popisu dla deklaracji, budowania opowieści i odgrywania.

Aleksander Ryłko

Mamy tu do czynienia z autorskim światem i mechaniką. Realia kojarzą mi się mocno ze zderzeniem Neila Gaimana, Świata Mroku i polskiej rzeczywistości, jednak całość jest bardzo strawna. Co prawda początkowo trochę mnie raził fakt wymieszania wierzeń z różnych zakątków świata – satyr, smok, rusałka, centaur – w końcu to sięganie do różnych wierzeń i mitologii, ale potem przestało mi to przeszkadzać. Mechanika… no cóż, nie sprawdziłem w praktyce, a na papierze nie wszystko się wyłapie, jednak wygląda nieźle.

Sama historia skonstruowana jest sprawnie – cele bohaterów zarysowane są bardzo wyraźnie, antagonista jest prawdziwym zagrożeniem, nie brak też różnorodnych wyzwań – trzeba będzie kojarzyć fakty, mówić i tłuc po buziach – wszystko to co lubię. Szczególnie podobał mi się motyw debaty, nieczęsto widuje się tak dobrze zrobiony konflikt społeczny.

Jednak pewna rzecz mnie zaskoczyła – władza nad Światem. Ja wiem, zły łotr starej szkoły chciał po prostu władzy (Współczesny najpewniej będzie zboczeńcem) i to w ilościach hurtowych. Świat to takie zdrowe minimum, poniżej którego klasyczny natagonista nie schodził (co mu miasta, państwa czy kontynenty, w grę wchodzi Świat, galaktyka, kosmos itd.). Ale niech mnie, trochę bez sensu, że do odprawienia rytuału dającego “Władzę nad Światem” wystarczy zdobyć jakiś nóż, książkę (która i tak jest w pdf, więc pewnie leży na p2p) i kilka innych skłądników składniki, teoretycznie nieczęstych, ale w praktyce(jak się okazuje) do zdobycia w jednej dzielnicy.

Fajnie też, że jest opcja wcześniejszego wykrycia sprawcy (źle, że urywa scenariusz w połowie).

Michał Sołtysiak

Mój Quentin, bo autor mnie ujął i dał mi masę radości przy czytaniu jego wizji settingu Urban Fantasy w Polsce. Wykorzystał również własną uproszczona mechanika podobna do Gumshoe z pulami na umiejętności i k6, która została stworzona specjalnie by wspierać atmosferę i fabułę przygody. Widać ciężką pracę, a ta nigdy nie powinna zostać bez pochwały.

Po lekturze przygoda mogę po prostu stwierdzić: wygląda całkiem zacnie i chcę w to zagrać. Intryga z istotami z legend i mitów, które starają się sobie radzić w naszej rzeczywistości i walczą pomiędzy sobą przekonała mnie do prowadzanie.

Z uwag krytycznych, może tylko napisać, że czasem odnosiłem wrażenia, że autor ma stworzony wielki świat, ale nie dopisał masy rzeczy do scenariusza i stąd liczne moje pytania. Urban fantasy powinno być lepiej opisane, bo nikt nie siedzi w głowie autora i wie co “poeta miał na myśli”. To jednak setting, który wymaga masy założeń, ale może to wynika z tego, że chciałbym dłużej pograć w świecie stworzonym przez autora.
Był też kolejny gigantyczny wąż, tyle, że w finale można zostać smokiem i zatłuc gada, więc prawie zabawy w Godzille na sesji są możliwe. To taki fajerwerk na finał. Fajnie prawda? 🙂

Polecam zagrać. Mam nadzieję, że będziecie się bawić doskonale. Cieszę się bardzo, że przygoda ta dostała główną nagrodę. Moim zdaniem należało się.

Oskar Usarek

Mój zdecydowany faworyt, który uwiódł mnie już na etapie swoich założeń – mamy tutaj dziwaczne rasy z mitologii (nie przeszkadza mi, że przemieszane z wielu różnych wierzeń) i miejski klimat, który jest dla mnie ulubionym miejscem dla każdego rodzaju przygód. Autor zaserwował też przystępną mechanikę, w raz do jednostrzałówki, z fajnym systemem losowania, kim właściwie będziemy grali.

Sama przygoda konsekwentnie trzyma klimat, który autor sobie założył. Wyraźnie czuje się miejski podział my-oni (nieludzie i ludzie), choć dziwi mnie, że wśród takiej mnogości dziwacznych ras nie ma większych konfliktów pośród fantastycznych. Większość akcji i wydarzeń podana jest w bardzo przejrzysty sposób, w postaci prostych tabeli i jasnego spisu dobrze opracowanych i przemyślanych wydarzeń. Tym samym przygoda kierowana jest do doświadczonych MG, bo autor nie umieszcza żadnych wskazówek ułatwiających prowadzenie. Jeśli jednak przygoda trafi na właściwego mistrza, gracze zostaną wprowadzeni w świetną, klimatyczną przygodę, ratując swój podziemny, fantastyczny świat i kończąc widowiskową walką ze smokiem w finale. Miodzio, dokładnie tak, jak lubię.

Paweł Walczak

Przejrzystość tekstu:

Wszystko jasno i dobrze opisane. Łatwo znaleźć potrzebne do poprowadzenia informacje. Podział na rozdziały z jasno zaznaczonym początkiem i końcem. Do tego wszystkiego tabelki z poszczególnymi zadaniami do wykonania przez BG. Wzorowo.

Uniwersalność:

Idealna na jedno strzałówkę, ewentualnie początek nowej kampanii w opisanym przez autora świecie. Sam główny motyw mógłby być wykorzystany też w innych systemach, ale w tym przypadku czytelnik musi sam wykonać pracę adaptującą przygodę do aktualnie prowadzonej przez siebie kampanii. Jeżeli MG masz ochotę poprowadzić sesję z marszu, to bierz ten scenariusz, czytaj, stwórz postacie z koleżankami i kolegami, i grajcie. Naprawdę warto!

Konstrukcja:

Początek tworzy świetną zahaczę, list, poczucie zagrożenia, a na końcu rozdziału jeszcze czarna magia. To MUSI zaintrygować graczy i ich BG.
Potem mamy śledztwo i poszukiwanie kolejnych prawdopodobnych miejsc ataku oraz próba powstrzymania włamywaczy. I tu pierwszy malutki zgrzyt, kopia książki w pdf. Niby z duchem czasu, ale skoro tak to po co ja kraść jak można ściągnąć z torrenta;). Już wolałbym kopie xero zrobioną na własny użytek przez właściciela.

3 miejsca, trzy możliwości konfrontacji. Szkoda trochę, że wszystko uzależnione od rzutu kośćmi, przydałoby się przygotowanie przez autora rekwizytu, z krótkim zagadkowym opisem składników tak aby gracze musieli oprócz turlania trochę pogłówkować.

Rozdział trzeci to miejsce najważniejszego konfliktu społecznego w tym scenariuszu. Znowu dużo tabelek, doskonałe rozwiązanie mechaniczne, ale jak dla mnie za mało pomocy w narracji dla MG. Szkoda by tak ciekawa i dramatyczna dyskusję sprowadzić do serii rzutów. Warto by dopisać argumenty i postawy dla BN’ów które przyjmują podczas dyskusji, ogólnie opisać nastrój itd. Tego mi zabrakło. Dobry pomysł, ale nie wystarczyło autorowi prawdopodobnie czasu na rozwinięcie. Taki urok konkursów niestety.

Kolejny rozdział to radzenie sobie z konsekwencjami debaty z rozdziału poprzedniego. I znowu, wszystko super rozpisane mechanicznie, i bardzo dużo pracy dla MG, z przygotowaniem narracji tych scen.

Rozdział 5, to ten, w którym gracze poznają prawdziwego wroga. Sam proces zdemaskowania Czarnoborskiego, znowu opisany po macoszemu (patrz Tylko mechanika jak to zrobić).

Ostatni, szósty już rozdział to finałowa walka z głównym złym i jego wielkim wężem. Czyli klasycznie fizyczna konfrontacja, co w scenariuszu politycznie-społecznym, może oczywiście mieć miejsce, ale nie koniecznie jako najważniejsza scena finałowa.

Rola BG

BG są w centrum uwagi, ich motywacje również są jasne i silne, w końcu walczą o zachowanie maskarady. Być może ciekawym pomysłem byłoby aby ktoś z BG był lojalnym członkiem TDD, takim, który nie wie co planuje jego szef i dopiero stopniowo by dowiadywał się, że to organizacją w której ideały wierzy za tym wszystkim stoi. Mógłby z tego wyjść fajny konflikt.

Co ciekawe w opozycji do ważnej roli BG stoi moim zdaniem rola graczy. Która jeżeli MG mocno nie rozwinie tekstu, ograniczy się do serii rzutów kostkami. Wiem, że to teraz nowe modne podejście, dla mnie jednak trochę za dużo chińczyka za mało role playing 😉

Pomysł

Klastyczny pomysł, z hakiem, Złym, Mrocznym Rytuałem i zwrotem akcji. Bardzo dobrze.

Klimat

Zdecydowanie najmocniejsza cześć scenariusza. Jeżeli MG dobrze przedstawi świat, a gracze podchwyca wizję i wczują się w baśniowe istoty, będzie wprost fantastycznie.

Podsumowanie:

Zwycięzca edycji, szczere gratulacje. W sumie nie trzeba dodawać więcej, ale trzy zdania jednak dopiszę.

Nie do końca moje rpg. Tym niemniej doceniam kawał dobrze wykonanej roboty. Gdyby autor trochę więcej uwagi poświęcił warstwie narracyjnej, byłby to zdecydowanie najlepszy tekst edycji. Tak ma tylko/aż zdecydowanie największy potencjał. Moim zdaniem zabrakło autorowi czasu, gdyby miał tydzień więcej byłaby z tego perełka. W moim prywatnym rankingu znalazł się mimo wszystko tuż za Kami Ryba.

Leave a Reply