Taniec Motyli

Taniec Motyli – Tymoteusz Czyż

Statystyki, mapa i tekst scenariusza w formatach .doc i .docx

Edycja: 2019

System: D&D 5e

Setting: dowolny / autorski

Gotowa mechanika: tak

Modyfikacje zasad: brak

Liczba graczy: 4-5 postaci na 5-6 poziomie

Gotowe postacie: brak

Liczba sesji: 1-2

 

Opis:

Bohaterowie graczy (BG) przypadkiem (albo też nie) trafili na moment kulminacyjny wieloletniej historii i los sprawił, że będą siłą, która przeważy szalę na jedną ze stron. (…) Główny fabularny konflikt przebiega na linii osądu starszego pokolenia mieszkańców wioski Motyla.

 

Pokaż komentarze kapituły »

Paweł Bogdaszewski

Pierwsze wrażenie to mnóstwo tekstu który niespecjalnie wypełniony jest treścią oraz szalone poziomy bohaterów niezależnych które nie dają mi spokoju*. Mamy tutaj spis treści i opis scenariusza co należy pochwalić, szkoda tylko że zabrakło czytelności i konkretniej podanych informacji (jest to generalnie zmorą tekstu).

Po przeczytaniu tekstu mam silne wrażenie że o ile autorowi nie zabrakło pomysłów, to zdecydowanie marnuje je przez brak umiaru i warsztatu. Tak, scenariusz ma mnóstwo do zaoferowania – poprawiony i poprowadzony umiejętnie może dać szansę na solidną przygodę.

Czego tu nie ma. Walki z Red Capami (zdecydowanie jeden z moich ulubionych potworów piątej edycji) za nagrodę 10 elektrum (sic!), miłosne wielokąty z boginią która łamie serca, zbrodnie z przeszłości i próby odkupienia czy polityczne machinacje. Wszystko to w generalnie całkiem sensownej estetycę (mam silne wrażenie podobieństwa do Baldurs Gate 2 w lokacjach pozamiejskich – i jest to bardzo pozytywne skojarzenie)

Szkoda, że by to przeprowadzić wymagałoby tyle pracy by wszystko to ogarnąć i miejscami naprostować, że zwyczajnie nie warto. Gdyby scenariusz zredagować, odchudzić, umiejętnie skrystalizować do esencji tego co w nim najlepsze, mielibyśmy ciekawą opowieść która pasuję do D&D (mimo potknięcia z poziomami Bnów). Jednak byłoby to więcej pracy niż napisanie podobnej przygody na tych motywach od nowa.

Scenariusz tego typu mógłby spokojnie trafić do finału. Szkoda że zabrakło dopracowania – liczę że autor następnym razem dopracuję czytelność swojego dzieła.

* Aby mieć pewność sprawdziłem sensowność (czy jej brak) poziomów bohaterów niezależnych i generalnie przygody. Niestety, to ponownie mieszanina dobrych wyzwań z absurdem. Herszt bandytów czy stary veteran nie powinien być na poziomach “heroes of the realm” (pomijając już fakt że powinien mieć poziom wyzwania a nie poziom postaci) a bohaterowie na poziomach 5+ właśnie wykroczyli z poziomów “zajmujemy się tym czym straż miejska nie może” a powinni się zająć losami całych regionów. Nie znaczy to że taka “Fea” boginka to zły przeciwnik dla nich. Po prostu powinni mieć inną motywację by zająć się sprawą. Skala wyzwania przeciwników jest całkiem niezła, tak długo jak nie są na siłę podkręconymi ludźmi (bandyci o statsach weterana to działanie na siłę i niepotrzebne odbieranie BG potęgi – skoro ich potężne postacie muszą mieć problem z zwykłymi bandziorami), po prostu jeśli mieliby walczyć z oprychami i rozwiązywać zagadkę z słabszą pojedynczą Fea, powinni robić to na poziomach 1-5 a jeśli ścierać się z redcapami i wszelkimi innymi cudownościami to na poziomach 5-6 jak opisuje przygoda. Co do samych przeciwników powinni sprawić drużynie umiarkowany kłopot (z mojego doświadczenia) choć jeśli policzyć encountery to te które sprawdziłem były na poziomie “deadly” (co może oznaczać że nie zoptymalizowana czy niedoświadczona drużyna bardzo łatwo zginie).

 

Piotr Cichy

Wow! To dopiero galimatias. Potężna przygoda, niestety nie za dobrze rozpisana, np. brak streszczenia na początku tekstu, są opisane rzeczy mało przydatne, język niezbyt piękny, kolejność podawanych czytelnikowi informacji nie jest zbyt przyjazna. Ale materiał, jaki się za tym kryje, budzi mój podziw. To taka „A kto dziewczyna?” (inny ze scenariuszy nadesłanych w tym roku na Quentina) na sterydach. Dużo brzydsza, ale większa, mocniejsza. Też mamy tu jezioro, magiczną boginkę, wioski, rytuały, kochanków. Tyle że do tego intrygi polityczne, zbrodnie z przeszłości plus walki z D&D5, żeby się gracze nie nudzili. Właściwie jest to luźny sandboks, gracze mogą robić, co chcą. Nie muszą wykonywać proponowanych misji, mogą kombinować na własną rękę w tej piaskownicy pełnej emocji, brudnych interesów i wrogów, z którymi można walczyć. To jest coś, co mnie najbardziej przekonuje do tego scenariusza. Autor nie zakłada, jak się potoczy akcja, jest dużo możliwości. A jednocześnie elementów jest tak dużo, że graczom nie grozi nuda.

Mechanika jest skutecznie używana, walki wydają się dobrze wyważone na zakładane poziomy drużyny. Taka tylko uwaga, w 5. edycji NPCów nie rozpisuje się jak postaci graczy a jak potwory.

W ogóle postaci niezależne są tu trochę zbyt drobiazgowo opisane, a brakuje tak podstawowej sprawy jak imion. Za to relacje między NPCami budzą moją sympatię – są takie życiowe.

Scenariusz moim zdaniem zasługujący na finał, a może nawet wyróżnienie.

 

Jakub Osiejewski

Scenariusz RPG to mimo wszystko tekst użytkowy. W przygodzie ładnie jest opisać miejsce, czy postać ale teksty typu “Zapamięta każdą poparzoną twarz, której musiał zamknąć oczy i wysłać na druga stronę. Od tamtego czasu noc w noc śnią mu się i wołają, że ogień nadal płonie.” nie są użyteczne dla Mistrza Gry. Nie piszesz poezji. Piszesz ściągę, i to nie dla siebie samego.

Straszliwie duży nacisk na Bohaterów niezależnych. Autor opisuje sieć powiązań, a następnie proponuje by BG po prostu wpadli do małego miasteczka. To BN dobrze się bawią w scenariuszu, sami dobrze wiedzą, gdzie i czego szukać, BG w ogóle nie są tutaj potrzebni (a przykładowi BG zrobieni są totalnie na odwal się).

Mamy dobrze (pomijając grafomaństwo) rozpisanych BN-ów, ale w “szkicu fabuły” autor od razu zakłada że gracze będą chcieli handlować z podejrzanym typem czy obejdzie ich to, że jakaś randomowa baba jest smutna. Żeby było śmieszniej, Bohaterowie Niezależni nie mają nawet imion, a przecież ta przygoda jest osadzona w konkretnych realiach, nie poprowadzisz jej w Al-Qadim równie dobrze jak w FR. Imię ma na przykład pies jednej z gwiazd – ale już nie same postaci.

Dalej to, że przygoda zaczyna się od masy tekstów BN ze źle zrobionym opisem przytłacza, następnie przechodzimy do dziwnie sztywnego rozpisu wydarzeń. OK, jest on jakoś otwarty, stawia graczy przed różnymi spotkaniami, tylko jest trudny do przyswojenia.

Być może statystyki przeciwników są dostępne w D&D beyond czy SRD do piątej edycji, ale zwykłe “kopiuj-wklej” z podręcznika jest raczej mało kulturalne. Co bolałoby autora, by napisać po prostu “miecz +1, zadaje +3k6 obrażeń fey”?

Wolałbym w to zagrać u autora, niż przedzierać się przez jego nieczytelne pomysły.

 

Rafał Sadowski

★★★★

Ogromny, ciekawy materiał, niestety osłabiony przez chaotyczne rozplanowanie treści. Zabrakło trochę formatu. Ale sama treść bardzo udana. Solidny, satysfakcjonujący posiłek z trzech dań i z deserem. Lubię. I ode mnie plus za dedeczki.