Wodniści

Scenariusz Konkursowy:

Wodniści Anonim

System: Warhammer

Setting: miasteczko w zachodniej części Imperium

Gotowa mechanika: oryginalna

Modyfikacje zasad: brak

Ilość graczy: 2-3

Gotowe postacie: brak

Ilość sesji: brak sprecyzowania

Dodatki: brak

Opis: Gracze natrafiają na ogłoszenie o nagrodzie wyznaczonej za szajkę przestępców. W miasteczku dowiedzą się, że chodzi o grupę porywającą ludzi w okolicy pobliskiego jeziora. Graczom pozostaje uwolnić osadę od zagrożenia.

Pokaż komentarze kapituły »

Komentarze:

Marcin Blacha

Fatalnie napisany tekst – przebiłem się przez niego z trudem, a i tak mam wrażenie, że mogłem zrozumieć coś na opak i nadal nie wiem, czy jeden z bohaterów jest elfem, czy półelfem. Jest to w każdym razie tekst do Warhammera, który kryje w sobie więcej niż można sądzić na pierwszy rzut oka, a mianowicie wstęp, rozwinięcie i zakończenie, a nawet jeden czy dwa zwroty akcji. Mimo że autorowi nie udało się przekazać pomysłów i daleko mu do mistrzostwa świata w budowaniu fabuły, mam do Wodnistych sentyment. Być może dlatego, że nie jest to scenariusz napuszony, poprzedzony butną zapowiedzią, a jedynie próba zapisu być może ciekawej sesji.

Próbować trzeba, również na Quentinie. Zapraszam za rok.

Artur Ganszyniec

Fatalna forma. Treść też nie powala. Są to bardziej notatki do sesji niż scenariusz i przydatność tekstu dla kogokolwiek poza autorem oceniam jako zerową.

Zalety:

Wady: Fatalnie niedopracowane.

Jednym zdaniem: Spisane na szybko notatki do przeciętnej sesji fantasy.

Magdalena Madej-Reputakowska

Wodniści to scenariusz, którego autor chyba spieszył się z jego spisaniem, gdyż bardzo trudno przebrnąć przez chaotyczny tekst. Przygoda jest dość sztampowa i cechuje się wytartymi od częstego używania rozwiązaniami fabularnymi. Popełnia także kardynalne błędy erpegowego rzemiosła. Źle przemyślany przebieg wydarzeń, mało dramatyczny problem z jakim zmierzają się bohaterowie graczy i brak rzetelnego przygotowania teksty dla Mistrza Gry. Ponieważ najsłabszą stroną fabuły jest nieumiejętności zaprezentowania ciekawych momentami pomysłów, bardzo zachęcam autor do przeczytania tekstów scenariuszy z lat poprzednich.

Tomasz Z. Majkowski

Czas jest cenny i żal go marnować – taka, jak rozumiem, myśl, przyświecała autorowi „Wodnistych”, kiedy postanowił przesłać nam swoje robocze notatki, w których nawet literówek nie poprawił. Pytanie zatem: skoro tego scenariusza nie chciało się przeczytać autorowi, dlaczego czytać go ma ktokolwiek inny? Oczywiście, my musimy – taka już rola jurora konkursu. Ale wam odradzam. Jeśli szkoda było czasu twórcy, tym bardziej szkoda waszego.

Krystyna Nahlik

Tomasz Pudło

Wyobraź sobie, że jesteś na konwencie, masz trzynaście lat i zupełnie nie wiesz, co z sobą zrobić. W desperacji idziesz na sesję do nieznanego Mistrza Gry. Chłopak ma tak ze trzy lata więcej niż Ty i kurażu dodaje sobie przemyconym na konwent piwkiem, które pociąga ukradkiem z małego, zszarganego plecaczka. Siadacie razem w środku nocy, nikt nie ma kości, nikt nie ma kart postaci, ale macie świeczkę i ponoć będziecie grać w Warhammera. Dwie godziny później udajesz, że ktoś do ciebie dzwoni i ukradkiem umykasz do swojej sali sypialnej. Zasypiając probujesz coś skumać z sesji, którą właśnie opuściłeś, ale jakoś nie daje rady. Były niby jakieś elfy, krasnoludy, czarodzieje, burmistrz wioski (imieniem Harry), kurhan, lochy, wodnicy, ale o co chodziło – wiedział chyba tylko natchniony miś gry. Wodnicy to scenariusz, na podstawie którego powstała tamta pamiętna sesja.

Maciej Reputakowski

W dwóch akapitach:

Gdybym zaczął pisać recenzję, mogłaby okazać się dłuższa niż sam scenariusz (który niestety z trudem zasługuje na to miano). Przed autorem, jeśli czuje, że chciałby się czegoś nauczyć, jeszcze długa droga. Szkołę pisania scenariuszy warto zacząć, na przykład, od przeczytania zwycięskich i finałowych scenariuszy, które przyszły na Quentina w tej edycji. A potem sięgnąć do laureatów i wyróżnionych z lat ubiegłych.

Personalnie tylko jedna rada: osadzanie w roli złoczyńców osób chorych psychicznie jest bardzo… nieeleganckie. W bestiariuszu systemu Warhammer istnieje wiele stworów nadających się do tego lepiej.

Gdyby autor chciał porozmawiać o scenariuszu, jestem – w miarę czasu i możliwości – do dyspozycji. GG: 1416169, e-mail: repek@polter.pl

Aleksander Ryłko

Dość krótki scenariusz spisany w formie txt, strasznie ciężki w odbiorze – brak jakiegokolwiek sensownego formatowania tekstu wynagrodzony został zalewem literówek. Ale nie tylko forma odstrasza – treść również podana jest w chaotyczny, nieuporządkowany sposób. Cały scenariusz sprawia wrażenie straszliwie niedopracowanego.

Przegryzając się przez okropną formę, poznajemy treść – ta nie jest już tak odrzucająca jak forma, ale nie zachwyca.

Wodniści to dość przeciętny scenariusz, jakich pisało się w młodości wiele, ale jego kompletnie nieczytelna forma utrudniają potencjalnemu Mg zrobienie jakiegokolwiek użytku z tekstu.

Michał Sołtysiak

Scenariusz ten wymagał już na początkowym etapie formatowania z pliku txt bez zawijania wierszy w jakąś bardziej czytelną formę. Potem zaś dość długiego przebijania się przez niegramatyczne zdania i oryginalną składnię. Widać, że autor pisał to na szybko i nie uznał za potrzebne doszlifowanie językowe.

Gdy się to wszystko zrobiło, okazało się, że to sztampowy scenariusz do systemu Warhammer. Niestety niedopracowanie i ewidentne lekceważenie odbiorcy kompletnie dyskwalifikuje scenariusz.

plusy:

  • niezłym wyzwaniem było samo przeczytanie scenariusza

minusy:

  • niedopracowanie
  • lekceważenie czytelnika
  • sztampowość

Joanna Szaleniec

Doskonale bawiłam się czytając tę przygodę!!! Polecam każdemu! Wprawdzie nie jest to chyba scenariusz, ale może raczej jakiś… szkic? Jeśli coś mogło stanowić inspirację dla tego miniaturowego dziełka, to chyba tylko “Qpa strachu” Iaina Banksa.

Za to przygoda obfituje w “ulubione cytaty”, tym razem przytoczę ich kilka, bo dobrze oddają charakter całości. PROSZĘ REDAKTORA STRONY, ŻEBY NIE WPROWADZAŁ ŻADNYCH ZBĘDNYCH POPRAWEK, MOGĄCYCH ZABURZYĆ CZYTELNIKOM ODBIÓR!

Ulubione cytaty:

Hieny cmentarne mogą zaczać robic sobie nadziej.

Przeklnął on miasto i zapowidzał powrot swego potomka.

Gdy podejdą okaże sie ze jest to szkielety (nei zywy).

Błądząc po krytpah dojdą do duzych drzwi.

UWAGA SPOILER!

Zostaną przeneisieni do kryty i złożeni w ofierze (chyba że jakoś ucikną).

Oczywisce BG mogą zorbic masę innych rzaczy ale to jzu pozsotwaiam inwecj MG.

Oskar Usarek

Scenariusz Konkursowy:

Ostatni dzień studiów Marcin Sindera

System: Monastyr

Setting: Miasto w czasie studenckiego festynu

Gotowa mechanika: oryginalna

Modyfikacje zasad: brak

Ilość graczy: 3-4

Gotowe postacie: brak, wytyczne dla MG i graczy

Ilość sesji: 1

Dodatki: brak

Opis: Scenariusz przygody dla początkujących graczy, mający wprowadzić ich w konwencję i mechanikę Monastyru. Akcja rozgrywa się podczas święta żaków, w trakcie którego gracze bawią się, a także stawiają czoła niebezpieczeństwom życia w wielkim mieście. Scenariusz stanowi wprowadzenie do dalszych przygód.

[spoiler show=”Pokaż komentarze kapituły” hide=”Ukryj komentarze kapituły”]

Komentarze:

Marcin Blacha

Początkowe obudziło się we mnie zaciekawienie, bo rzadko zdarza się scenariusz dla początkujących, który nie jest częścią podręcznika do RPG. Niestety, później przeżyłem rozczarowanie. „Ostatni dzień studiów”, wbrew temu, czego można się spodziewać, nie prezentuje cech charakterystycznych Monastyru. Gracze wcielają się w role młodzików i biorą udział w luźno powiązanych ze sobą epizodach, dla których tematem przewodnim są Juwenalia i przygoda mogłaby się rozegrać na przykład w Starym Świecie.

Dla scenariusza, który zapowiada wprowadzenie graczy w świat, złe przedstawienie kluczowych zasad systemu jest grzechem. Drugi grzech tekstu jest bardziej powszedni: przygoda jest nudna. Epizody, w których biorą udział bohaterowie nie są wciągające, opierają się na scenkach rodzajowych, a nie na spójnej fabule, która zazwyczaj gwarantuje sukces sesji.

Wyobrażam sobie sesję z „Ostatnim dniem studiów” bardziej jako trening przed prawdziwym spotkaniem ze światem Monastyru. Tutorial przetykany licznymi wtrętami MG i pokazywankami treści podręcznika i rozmowami poza grą. Być może na takiej sesji scenariusz zadziała.

Artur Ganszyniec

Tekst powstał z myślą o graczach rozpoczynających przygodę z Monastyrem i chwalebny to zamiar. Scenariusz ma niestety parę cech, które przeszkadzają w realizacji owych szczytnych założeń. Głównym problemem jest brak jakiejkolwiek motywacji bohaterów – przygody oparte na schemacie „macie scenerię i róbcie coś” mogą się sprawdzić, jednak ryzyko, że nowi gracze, nie znający mechaniki ani specyfiki systemu zazwyczaj przyjmą w tej sytuacji bierną postawę, jest bardzo duże. Od scenariusza będącego tutorialem, oczekiwałbym większej ilości porad co do mechaniki i sytuacji stworzonych w celu przetestowania w grze konkretnych zasad. Tymczasem nawet podczas scen walki brak chociażby dopracowanych statystyk przeciwników. Wszystko to składa się na tekst, który nie spełnia przyświecających mu założeń.

Zalety: Kilka sympatycznych sytuacji, na które mogą trafić gracze.

Wady: Brak motywacji bohaterów, wątki nie znajdują rozwiązania, duże ryzyko że gracze znudzą się przygodą.

Jednym zdaniem: Scenariusz o niczym – postaci plączą się po scenerii, natrafiają na różne scenki i nic z tego nie wynika.

Magdalena Madej-Reputakowska

Początkowo bardzo spodobał mi się wybrane przez autora temat i konwencja scenariusza.

Monastyr, w którego świecie rozgrywa się przygoda, to system zakładający pogłębioną psychikę bohatera z literatury płaszcza i szpady. W przeciwieństwie do bardziej pretekstowego 7thSeas, Monastyr to świat w którym każdy ma za sobą dziwna, mroczą przeszłość, która pewnego dnia się upomni o spłatę długu. Tego zasadniczego elementu zupełnie brakuje w Ostatnim dniu studiów.

Po raz kolejny powtarza się refren tegorocznej edycji konkursu – brak motywacji postaci, nawet takich, które zostaną nadane w toku rozgrywki przypadkowej drużynie. Gracze sprowadzeni do roli obserwatorów, którzy oglądają wydarzenia dotyczące Bohaterów Niezależnych.

Tomasz Z. Majkowski

Bardzo dużo sobie po tej przygodzie obiecywałem. Od zawsze uważam, że kampanię do „Monastyru” trzeba zacząć od przygody dla młodzieniaszków, w której zawiąże się intryga, rozgrywana w dwadzieścia lat później, a wszystkie postaci wyjdą z tajemnicą. Dlatego bardzo spodobało mi się, że autor postanowił połączyć naukę mechaniki gry z fabułą, którą rozgrywają niedoświadczeni studenci: żyłem w przekonaniu, iż w finale znajdę sugestie, jak rozpoczęte wątki przenieść o lat dwadzieścia, by gracze w pełni zaznali specyfiki systemu, a jednocześnie zyskali mroczną przeszłość, którą naprawdę przeżyli (a nie tylko wymyślili przed sesją).

No i rozczarowałem się strasznie. Początek był jeszcze dość obiecujący, a pomysł, by wprowadzać różne rodzaje testów pod pretekstem udziału w juwenaliach całkiem mnie przekonał. Wprawdzie w początkowych partiach scenariusza nie majaczyła jeszcze intryga, wszystko zapowiadało jednak dobrą zabawę. Owszem, kolejne scenki nie układały się w ciąg fabularny, spełniały jednak inny cel: demonstrowały koloryt gry. Oczywiście, momentami był cokolwiek przaśne, ale „Monastyr” to gra dla chłopców, więc przymykam na to oko.

Potem rzecz nabrała kolorów: gracze stanęli w obronie damy (albo byli świadkami czynów w najwyższym stopniu nagannych) i wierzyłem, że moja wymarzona fabuła właśnie się zaczyna. Nic z tego! Zamiast zawiązać intrygę, która następnie doprowadziłaby do relegowania postaci graczy z uczelni, w ten sposób łamiąc im karierę i dając powody do zemsty po latach, tekst proponuje niejasną historyjkę, która wcale nie ma być przyczynkiem do wydarzeń właściwej kampanii (rozgrywanej dwadzieścia lat później), oferuje za to pełzanie po śmietniku w poszukiwaniu Demonicznego Garbusa. Niestety, słaba to rekompensata za zawiedzione nadzieje: to, co ślicznie się zaczęło, skończyło naprawdę marnie.

Krystyna Nahlik

Tomasz Pudło

Autorowi niemal udaje się oświadczyć na wstępie, że mógłby uratować popularność Monastyru, gdyby tylko on sam napisał do niego pierwszy scenariusz. Ba, Ostatni dzień studiów ma być właśnie czymś takim – spóźnionym wprowadzeniem w polską dark fantasy płaszcz i szpadę. Brzmi to cokolwiek buńczucznie i tym zabawniej wychodzi w połączeniu z faktem, że scenariusz łamie jedną z podstawowych zasad Monastyru – gramy w nim bowiem nie ludźmi starymi i steranymi życiem, a młodzieniaszkami kończącymi studia. Niemniej jednak całość mi się podobała. Scenariusz zaczyna się radośnie i gwarnie – bierzemy udział w festynie, stajemy w studenckie szranki w różnych dziwnych zawodach. W sumie nic szczególnie istotnego sie nie dzieje, ale atmosfera jest przyjemna. Ale gdy zapada zmrok rzeczywistość zmienia się diametralnie. Bohaterowie będą świadkami linczu na kupcu z Nordii, potem rozpoczną się zamieszki, a całość zamknie nikczemny garbus porywający niewinne dziecko. Bardzo podoba mi się ten kontrast i myślę, że na sesji mógłby dać bardzo dobry efekt. Scenariusz ma liczne niedoróbki (na przykład brak właściwie jakichś mocnych motywacji dla bohaterów), ale jego prostolinijność przypadła mi do gustu.

Maciej Reputakowski

Na tak:

  • Na początku pojawia się opis, o co będzie chodzić. Godne pochwały.
  • Ciekawą ambicją jest misja nauczenia ludzi grania w „Monastyr”. O ile w przypadku mechaniki może być to słuszne i nawet ma szansę się udać (choć przy tej mechanice to może graniczyć z cudem), o tyle „Ostatni dzień studiów” niewiele uczy w kwestii konwencji tego systemu.
  • Świetne połączenie atmosfery zabawy i egzekucji. Szkoda, że ofiara nie ma żadnego znaczenia w scenariuszu.
  • Interesująca walka o Słomianą Koronę, zabawne konkurencje w odpowiednim szyku. Szkoda, że zagadka na koniec nie pasuje do klimatu świata i jest na nią zbyt wiele czasu (nagły spadek tempa). Sama punktacja powinna być „eliminująca”, by od razu było wiadomo, kto odpadł, a kto gra dalej.

Na nie:

  • Autor błędnie zakłada, że to barwne opisy najlepiej wprowadzają w świat i jego klimat. Niestety, przez to gracze stają się biernym obserwatorami. Lepiej dać im role, rozłożyć akcenty i dać grać. To właśnie kreując świat, najlepiej wchodzą w jego konwencję i nastrój.
  • Brak zakończenia, zamknięcia wątków, spójności. Przykładem jest chociażby epizod z Nordyjczykami, którego nie można kontynuować. Co gorsza, poszczególne elementy nie mają ze sobą związku, gracze nie dowiadują się, kim jest Gotfryd, nie mają jak się zżyć z Lily, a wszystko dzieje się w trzech gospodach zamiast w jednej.
  • Szkoda, że gracze nie znajdują się w samym centrum wydarzeń w czasie pogromu. To chyba byłoby ciekawsze od ganiania po kanałach i walki z pojawiającym się znikąd potworem.

W trzech słowach:

Bardzo wesołe i pełne impetu wejście w świat „Monastyru”. Niestety, jest tylko wstępem do jakiegoś – być może ciekawego – scenariusza. Jako całość, tekst roi się od pojedynczych fajerwerków, ale brakuje mu spajającej myśli przewodniej. Plus za tło, minus za pierwszy plan.

Gdyby autor chciał porozmawiać o scenariuszu, jestem – w miarę czasu i możliwości – do dyspozycji. GG: 1416169, e-mail: repek@polter.pl

Aleksander Ryłko

Autor stawia sobie dość trudne zadanie – stworzyć scenariusz wprowadzający do Monastyru, który ma za zadanie oswoić nowych graczy z realiami Dominium, mechaniką systemu i sposobem gry. Cel jest to szczytny i tego rodzaju scenariusze uważam za potrzebne.

Następnie, tuż po tej deklaracji, autor łamie główne założenie systemu – zamiast starych, zmęczonych życiem, przegranych szlachciców otrzymujemy bohaterów młodych, mających najlepsze lata przed sobą, studentów. Oczywiście – nie jest to strasznie poważny problem, jednakże, jeśli celem scenariusza było pokazanie podręcznikowego Monastyru, to takie narzucenie bohaterów cel ten uniemożliwia.

Jednak największym problemem Ostatniego dnia studiów jest brak spójnej linii fabularnej – w tle trwają juwenalia, a bohaterowie wędrują od jednego wydarzenia do następnego. Szkoda tylko, że wydarzenia te nie są z sobą powiązane – ot picie i swawola. Trochę jak w cRPG – mamy obszar danego miasta/wsi gdzie można wykonać trochę zadań pobocznych dla różnych BNów, ale nie ma jasno sprecyzowanego wątku głównego. Podobnie jest z Ostatnim dniem studiów.

Cóż mogę powiedzieć? Ostatni dzień studiów dobrze prezentuje podstawy mechaniki i realiów Dominium, nieco gorzej ukazuje istotę gry w Mona. Faktycznie, całkiem nieźle sprawdza się jako scenariusz dla początkujących, jednak brak spójnej fabuły sprawia, że nie sprawdza się jako potencjalny zdobywca Quentina.

Michał Sołtysiak

Rozpoczynając lekturę tego scenariusza bardzo się ucieszyłem. W końcu, jak zapowiadał autor, miał to być scenariusz dla początkujących postaci do Monastyru. Nie jest to łatwy system, więc wspaniałą sprawą byłoby w jakiś miły i przyjemny sposób nauczyć graczy mechaniki i zaznajomić z klimatem świata. Tutaj pojawił się problem.

Scenariusz ten, jeśli się uważniej przyjrzeć, jest tylko prologiem do przygody wprowadzającej, którą pewnie autor napisał, ale nie przysłał na konkurs. Mamy bohaterów, którzy jak w komputerówce, uczą się obsługi mechaniki i kostek, ale nie ma to w sobie jakiegoś fabularnego zahaczenia i bardzo szybko wychodzi płytkość całej akcji. Gracze mają się nauczyć, jak wygląda rozgrywka, ale nie otrzymają emocjonującej przygody, nie będą mogli dokonywać prawie żadnych wyborów oraz mało poznają elementów ze świata gry. Ogólnie mówią: poczułem się oszukany. Mam nadzieję, że autor spisze resztę właściwego scenariusza i umieści na sieci.

plusy:

  • przygoda wprowadzająca i ucząca mechaniki gry
  • dopracowane sceny pod względem wizualnym

minusy:

  • to tylko wstęp do właściwej przygody
  • zbyt mało klimatu świata
  • mała atrakcyjność wyzwań i fabuły.

Joanna Szaleniec

Przygoda składa się z dwóch wyraźnie wyodrębnionych części. Pierwsza z nich świetnie nadaje się do przećwiczenia mechaniki Monastyru, ale niestety nie dzieje się w niej nic ciekawego. W drugiej części pojawia się natomiast wiele interesujących wątków, które niestety urywają się równie nagle, jak się zaczęły. Przygoda stanowić ma pierwszą część kampanii, której potencjalny plan nie został nawet w przybliżeniu zarysowany. Z tego względu trudno oceniać ją jako samodzielny scenariusz.

Ulubiony cytat: Beatrycze wścieka się i rzuca w nich k6 doniczkami.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *